poniedziałek, 17 maja 2021
czwartek, 4 lutego 2021
środa, 16 grudnia 2020
środa, 9 grudnia 2020
niedziela, 8 listopada 2020
poniedziałek, 31 sierpnia 2020
poniedziałek, 24 sierpnia 2020
wtorek, 4 sierpnia 2020
poniedziałek, 20 lipca 2020
poniedziałek, 29 czerwca 2020
wtorek, 25 marca 2014
Koniec zimy oznacza nie tylko powrót wiosny, ale też corocznego procederu wypalania traw. Czy wypalanie nieużytków ma uzasadnienie?
Wypalanie pól oraz innych terenów zielonych to problem, który powraca wraz z odejściem zimy. A że w tym roku zima ustąpiła szybko to i dosyć szybko zapłonęły trawy w naszym mieście i okolicy. Motywy, jakimi kierują się podpalacze, są różne. Począwszy od „robienia porządku”, poprzez „nawożenie gleby” na zwykłej rozrywce skończywszy. Jednak skończyć się to może tragicznie, jak w niedawnym przypadku, kiedy na wypalanym terenie od dymu zasłabł wędkarz, który próbował gasić płonące trawy nad rzeką Kamienną.
O wypowiedź poprosiliśmy trzy osoby:
Każdy z naszych rozmówców odniósł się negatywnie do procederu podpalania terenów zielonych.
Andrzej Staśkowiak wyjaśnił, skąd wziął się u nas pomysł na wypalanie nieużytków. – Zwyczaj ten przywędrował do nas w latach 50. i 60. z Niemiec, gdzie w ten sposób usuwano na polach pozostałości po żniwach – wyjaśnia. To, co początkowo miało jeszcze jakiś sens wkrótce przeistoczyło się w proceder, który jest już uzasadnienia pozbawiony, a dodatkowo niesie za sobą zagrożenie nie tylko dla flory i fauny, ale i dla człowieka. – Łąka to ekosystem, czyli zbiorowisko roślinne i zwierzęce. Wypalanie nie pomaga im, ale szkodzi. Niszcząc poszczególne składniki tego ekosystemu zaburzamy równowagę biologiczną. Jeden pożar to potężna katastrofa dla wypalonego obszaru. A argument o nawożeniu gleby jest mitem. Popiół jest najzwyczajniej w świecie rozwiewany przez silne o tej porze roku wiatry – informuje Andrzej Staśkowiak.
Przyrodnik wymienia szereg roślin i zwierząt, które są najbardziej narażone podczas pożarów. – Podczas pożaru łąki temperatura sięga 400°C. Giną wtedy organizmy glebowe, które ją użyźniają, owady zimujące wewnątrz łodyg traw, motyle przebywające w ściółce, płazy i gady oraz drobne ssaki, np. myszy. Wyginięcie jednej z grup roślin czy zwierząt pociąga za sobą zagrożenie dla innych. Gdy nie ma owadów, nie ma pożywienia dla ptaków. Na wypalonej ziemi króliki czy myszy są łatwym łupem dla drapieżników, bażanty nie mają miejsca na gody – wyjaśnia.
Czy wypalanie zagroziło jakimś konkretnym przedstawicielom flory i fauny w Skarżysku i okolicy? – Owszem. Nie ma u nas już praktycznie żab. Kiedyś aż roiło się od nich na Lipowym Polu, teraz ich nie ma – wskutek pożarów nie mają szans na dotarcie do rzek i innych cieków wodnych, czyli ich miejsc rozrodu. Spadła też liczebność pięknego motyla pazia żeglarza, który ma zwyczaj zimować w krzakach tarniny – mówi.
Michał Ślusarczyk, rzecznik straży pożarnej, poinformował, że skarżyska straż interweniowała na terenie powiatu w tym roku już blisko 120 razy, a pierwszy tegoroczny wyjazd do pożaru traw zanotowała już… 9 stycznia. – Statystyki są porażające. Podpalenia nasilają się na początku marca, czemu oczywiście sprzyja pogoda. Co szczególnie martwi, liczba podpaleń nie spada z roku na rok, ale utrzymuje się na mniej więcej tym samym poziomie. Nie pomaga edukacja – to głęboko zakorzeniony problem. Paradoksalnie, wydaje się, że medialny rozgłos tylko podsyca proceder, gdyż uważamy, że duża część podpaleń to żarty dla rozrywki – wyjaśnia. Dodaje, że podpalanie to nie tylko zagrożenie dla roślin i zwierząt, ale przede wszystkim dla ludzi i ich mienia, nie wspominając o niebezpieczeństwie, na jakie narażeni są sami strażacy. To także duży wydatek dla straży. Uśredniony koszt jednego wyjazdu to ładnych kilkaset złotych. Podpalenia najczęściej mają miejsce na Książęcym, Lipowym Polu, nad rzeką Kamienną. W obliczu powyższych faktów nie można mówić o jakichkolwiek pozytywach wypalania – informuje rzecznik.
O karach dla wypalaczy mówi Damian Szwagierek, rzecznik skarżyskiej policji. – Wypalanie nieużytków to zdecydowanie negatywne zjawisko. Jest to naruszenie kodeksu wykroczeń i grozi za to nagana, grzywna do 500 zł lub areszt. Jeśli sprawa trafi do sądu, grzywna może wzrosnąć nawet do 5 tys. zł – wyjaśnia. Niestety, złapanie podpalacza na gorącym uczynku jest praktycznie niemożliwe. – Nie przypominam sobie, by w ostatnich kilku latach ukarano kogoś za wypalanie, gdyż po prostu nie złapano żadnego sprawcy – informuje.
Czy zdrowy rozsądek weźmie w końcu górę? Wobec słów rzecznika straży – wątpliwe. Pozostaje nadzieja.





Paweł Wełpa
Dodaj komentarz: